Tekst


Zawieszone: [TAKTYKA] Rozdział czwarty
W trakcie: [Drabble]
1. Castiel x Dean (SPN)
2. Stark x Rogers (Marvel)
3. Lucifer x Decker (Lucifer)
4. Sam x Lucyfer (SPN)
5. Levi x Petra (SNK)
6. Eren x Historia (SNK)
7. Mikasa x Jean (SNK)
8. Levi x Erwin (SNK)
9. Armin x Annie (SNK)
10. Konohamaru x Hanabi (Boruto)
11. Boruto x Mitsuki (Boruto)

Popularne

sobota, 19 września 2015

[TAKTYKA] Rozdział drugi.

Autor: Kemike
Betowała: Teraźniejsza


Przeczytałeś? Skomentuj!

*

Kolejny dzień okazał się  o wiele gorszy niż piątek. Rozeźleni rodzice dwójki dzieci wstali z łóżka lewą nogą, czyli zrazu określało to dzisiejsze wydarzenia w tym domu. Od szóstej, jęcząc na swój ból głowy, bardzo żywiołowo używali ubrudzonej na wszystkie możliwe sposoby kuchni. Rello mógłby im doradzić, żeby nie upijali się do nieprzytomności, ale chciał mieć wszystkie części ciała na swoich miejscach.
Od samego ranka wszystko na parterze się tłukło, garnki i sztućce grzechotały, bo matka wszystko upuszczała na ziemię przez swoje roztrzęsione dłonie. Ojciec zresztą też nie był w lepszym stanie, bo ledwo mógł czytać swoją codzienną gazetę - miał aż tak wielkie problemy ze skupieniem wzroku w jednym punkcie.
Hałasy z dołu kilka razy budziło śpiące na starym poddaszu rodzeństwo ze snu. Za którymś takim razem Rello po prostu zwlókł się z łóżka, od razu kierując się do łazienki na pierwszym piętrze. Musiał korzystać, kiedy tylko była taka możliwość. Zamknął za sobą drzwi na klucz, chudymi palcami odgarnął włosy z poharatanej twarzy, a w niektórych miejscach być może napuchniętej. Bez chwili zastanowienia wyciągnął puder - jego matki - z szafki pod umywalką. Zaczął go powoli nakładać na zaczerwienione i lekko fioletowawe miejsca. Następnym, co zrobił, było umycie zębów swoją ulubioną pastą, którą trzymał za ręcznikami, gdyby ktoś zechciał wyrzucić ją za okno.
Kiedy nalewał do wanny ciepłej wody, rozległo się cichutkie pukanie do drzwi.
- Jesteś tam, braciszku? - usłyszał szept, a chłopak natychmiast wpuścił małą osóbkę do środka.
W świetle lampy widział, jak bardzo jego siostra była zaniedbana przez rodziców. Na dłoniach miała prawie czarne paznokcie, bo dzień wcześniej matka kazała jej wyplewić cały ogródek z chwastów, a do tego posprzątać połowę domu. Nie puściła jej nawet do szkoły, bo "przecież takie sprawy były ważniejsze, niż jakaś tam nauka".
Aaki swoje chude nóżki miała całe w strupach, równie posiniaczone co jej starszy brat. We włosach miała kawałki roślin i krzewów, a zza ucha wystawał jej mały kawałek gruntu. Gdyby Rello jej nie znał, pomyślałby, że dziewczynka nie umie o siebie zadbać. Tak naprawdę to od niego zależało, czy będzie chodzić czysta, czy raczej brudna. Rodziców to nie obchodziło, oni tylko napełniali lodówkę od czasu do czasu i wyżywali się na nich co drugi dzień.
Chłopak westchnął cicho, kiedy zauważył, że to jej dzisiaj bardziej przyda się kąpiel. On po prostu zetrze z siebie zaschniętą krew za pomocą gąbki, nikt na to nie będzie przecież patrzył. Zresztą nie miał zamiaru się przed nikim odsłaniać, nigdy.
- Kąpiesz się, Rello? - z zamyślenia wyrwała go nadzwyczajnie siostrzyczka.
- Nie, dzisiaj jest Twoja kolej, misiu. - uśmiechnął się do niej szeroko. - Wczoraj po wf'ie zdążyłem się wykąpać w szkolnej łazience, co do jutra mi wystarczy. Śmiało, wskakuj. - pogłaskał ją po głowie.
- Ale... też kąpałam się wczoraj! - powiedziała jakby oburzona i na dowód obróciła się wokół własnej osi, żeby to pokazać. Nie dało to wiele, bo jej starszy brat wiedział, że za uszami swoje ma.
- Wiesz co...? Ty to jesteś niesamowity brudas! - wykrzyknął z teatralnym zdumieniem. Nie czekał na kolejny protest, tylko wziął to małe chucherko na ręce i w ubraniu wsadził do wanny wypełnionej po brzegi wodą.
W powietrzu rozległ się przerażony pisk dziewczynki, ale po chwili zaczęła cicho chichotać.
- No, i co zrobiłeś, głupku?! - piszczała wesoło. - Moja sukienka jest mokra!
- To trzeba było mnie posłuchać! - stwierdził, ale widząc jej minę, pomógł jej zdjąć przemoczone ubranie.
Wrzucił je do kosza na brudy, a sam rozpiął górną część swojej piżamy, odsłaniając przy tym spore, fioletowe pręgi na plecach. Nie to, żeby przeszkadzało mu przebieranie się przy siostrze, ale w odbiciu lustra widział, jak kątem oka na to patrzyła. Z obrzydzeniem. A on dokładnie wiedział, że to jest obrzydliwe, że on jest obrzydliwy - ale nie chciał widzieć tego w jej szarych oczkach. Chciał pozostać tym idealnym bratem, bez żadnych skaz, który zawsze potrafił bronić swoją małą siostrzyczkę. A ten wzrok go bolał, i to bardzo...
Jęknął, kiedy namoczona w wodzie utlenionej gąbka dotknęła jednej z podłużnych ran. Piekło niemiłosiernie, aż jedna z łez popłynęła po jego policzku. Nie, nie mógł sobie na to pozwolić. Nie teraz, kiedy ona była przy nim. Otarł to wierzchem dłoni i powrócił do przerwanej czynności.
Około pół godziny później oboje wyszli z łazienki. Czyściutcy, uczesani i uśmiechnięci. Aaki miała już lepszy humor, niż dzień wcześniej, na co Rello ciężko pracował, co kilka minut opowiadając jakiś śmieszny żarcik, czy historię ze szkoły.
Zeszli na parter zrobić sobie jakieś smaczne śniadanie. Ledwo przekroczyli próg kuchni, a już przytłoczyła ich atmosfera ze wczorajszego wieczoru. Oczy obojga rodziców zwiesiły się na nich niespokojnie, a w powietrzu unosił się gęsty smród papierosów i alkoholu, leżącego gdzieś w kącie po wczorajszej sesji. Wszystkie powierzchnie w kuchni były czymś ubrudzone - od zielonej sałaty po mieszankę wymiocin i sadzy koło kuchenki. Na samej kuchence w garnku dymiła się lekko przypalona owsianka mamy, która widząc ich miny, uśmiechnęła się okrutnie.
- Nie posprzątałaś wczoraj wieczorem, ty przebrzydła smarkulo. - zauważyła, dodając kilka normalnych, jak dla niej, epitetów.
- Przepraszam, mamusiu, ale kazałaś mi wtedy iść na górę... - zaczęła cichutko dziewczynka, ale kiedy jej rodzicielka trzasnęła otwartą dłonią w stół, zamilkła i uchwyciła się kurczowo rękawa koszuli starszego brata. Bała się, tak okropnie się bała...!
- Jak śmiesz się do mnie zwracać w ten sposób, ty plugawy... - wkurzona kobieta również nie mogła dokończyć swojego zdania, bo w tym momencie w całym domu rozległ się dźwięk dzwonka.
Ojciec rozejrzał się po ich twarzach, jakby wyczuwając jakiś podstęp. Z cichym westchnieniem jednak wstał od stołu, ówcześnie odkładając nieprzeczytaną gazetę, po czym ruszył w stronę drzwi wyjściowych. Rello nie miał pojęcia, kto chciał przerwać ich katorgę, ale musiał być naprawdę zdesperowany.
Matka po dłuższej chwili machnęła na nich ręką, wracając do swoich poprzednich zajęć. Aaki natomiast rzuciła się, aby posprzątać kuchnię. Jej brat w tym czasie zajął się śniadaniem. Z korytarza zaczęły dobiegać wrzaski ojca. Zniesmaczona pani Lilith wyszła sprawdzić, co się tam wyprawia, ale natychmiast wróciła do środka. Znacząco pobladła, więc rodzeństwo spojrzało po sobie porozumiewawczo. Jeśli to znowu była wychowawczyni Rello, to nie powinni robić z tego takiej afery - w końcu głównie pochwalała metody ich nauczania. Więc kto...?
Odpowiedź nadeszła sama, kiedy do pomieszczenia weszła uśmiechnięta od ucha do ucha Asia, nieustraszona koleżanka ze szkolnej paczki Rello.
- Dzień dobry, pani Robionoff! - przywitała się kulturalnie. Mama rodzeństwa tylko kiwnęła jej głową. - Czy jest dzisiaj taka możliwość, aby Rello i Aaki wybrali się z nami na miasto? W centrum otworzyli nową kafejkę!
- Oczywiście. - Lilith uśmiechnęła się do dziewczyny. Jej syn prawie przewrócił oczami na ten widok,. Kiedy chciała, potrafiła być sztucznie miła dla innych. - Muszą wrócić przed dziewiętnastą, żeby pouczyć się na poniedziałek do szkoły. Mam nadzieję, że ich przypilnujesz. - kobieta puściła jej oczko.
- Się robi, psze pani! No to... wy się zbierajcie, pogadajcie z tamtym panem, a my czekamy na zewnątrz! - "Jakim panem?", chciał spytać chłopak, ale dziewczyna już zniknęła za drzwiami.
Ta niewielka wątpliwość została rozwiana, kiedy do pomieszczenia wrócił jego ojciec z mężczyzną ubranym w mundur. Policjant, prawdziwy policjant!, szepnęła Aaki do brata.
- To ja jeszcze do państwa na chwilę, dzień dobry. - skłonił się w stronę dzieci. - W związku z zażaleniem państwa sąsiadów... Jeśli ta sytuacja powtórzy się jeszcze raz, zmuszeni będziemy przedsięwziąć konieczne środki w postaci grzywny o wysokości pięciu tysięcy dolarów. Przykro mi, pani Robionoff, ale takie są reguły, proszę tak na mnie nie patrzeć. Ostrzegam państwa przed następnymi takimi wybrykami i życzę miłego dnia. Do widzenia! - uśmiechnął się lekko do dzieci, a po chwili już go tam nie było.
Rodzeństwo szybko wybiegło na piętro się spakować. Rello wrzucił do torby kilka ciastek z dżemem, które zakupił dzień wcześniej w pobliskim markecie. Cały czas zastanawiał się nad słowami policjanta. Taki obrót rzeczy był... niespodziewany. Na pewno rodzice sobie to na nich odbiją, jak tylko wrócą wieczorem do domu.
Nikt z sąsiadów ani rodziny nie wiedział, co tak naprawdę działo się w tym domu. Chłopak czasem nad tym ubolewał, ale oboje z siostrą wiedzieli, że tak musi być. I tak miało być, do pewnego momentu...
*
Rello pierwszy raz w życiu stwierdził, że wyrwanie się z domu w sobotę było okropnym pomysłem. Zaczęło się niewinnie, bo wszyscy poszli do kina na film (naprawdę mówił Aleksemu, że nie musi za niego płacić), powolnej wycieczki do miejscowego parku i kupieniu jakichś lodów. O tak, film "Avengers" podobał mu się bardzo, ale wiewiórki skaczące na niego z drzewa nie były śmieszne - zwłaszcza, że tamta jedna ugryzła go w ucho. To jeszcze nie było najgorsze, o nie.
W czasie wesołej sytuacji, kiedy Asia niechcący weszła w drzewo, do uszu chłopaka dobiegło wołanie. Na początku zignorował to, bo pewnie jakaś matka wołała dziecko, ale kiedy usłyszał o wiele wyraźniejsze "Relluś!" odwrócił się - i to było błędem. Został brutalnie pochwycony w ramiona przez niebieskowłosego osobnika płci męskiej, który bardzo mocno przytulał go do siebie. Zapach perfum rozpoznał niemal od razu, aż przed oczami zamajaczyły mu rozmazane wspomnienia sprzed kilku lat.
- Rello! Ma belle chérie (Mój piękny ukochany)!  Jestem taki rad, że znowu się widzimy! Oh, ile to czasu już minęło?
Oj, jak doskonale pamiętał teraz te piękne róże na ich uroczystości. Te nieskazitelne dłonie ubrane w białe rękawiczki, które prowadziły go w nieznane. Te pełne szczęścia chwile z jego jednostronną miłością. Te chwile, kiedy wirowali w tańcu...
- Divin (Boski)?
Powrócił myślami do otaczającej go rzeczywistości. Podniósł swoje węgliste oczy w górę, żeby widzieć dokładniej te żółte tęczówki pełne uczucia. Myślał, że nigdy więcej ich nie zobaczy, a tu zesłano na niego takiego pecha. Jeszcze do tego musieli wyglądać jak nie wiadomo kto, bo jego przyjaciele patrzyli na nich, jak na  przybyszy z kosmosu - tylko jego młodsza siostra uśmiechała się od ucha do ucha. 
- Angelo!
Wyżej wspomniany uśmiechnął się, kiedy przylgnęła do niego ucieszona osóbka w postaci siostry jego ukochanego. Objął ją delikatnie ramieniem, przyciągając jeszcze bliżej siebie.
- Jak miło Was znowu widzieć, mes amis (moi przyjaciele)!
Jego zdania nie podzielał jednak Alexe, za co Rello był mu dyskretnie wdzięczny. Nerwowo wstał z ławki, na której wcześniej siedział, i  wskazał oskarżycielsko palcem, celując w niebieskowłosego.
- Ty! Kim do cholery jesteś, że obłapiasz tak mojego najlepszego przyjaciela?! Won od niego z łapami, ale już!
Wykrzyczał ostatnie słowa, a Angelo jak na znak poddaństwa uniósł ręce do góry z głupim uśmieszkiem. Rello przypatrywał się temu wszystkiemu - dalej nie wiedział, co ten człowiek tam robił. Powinien być w szpitalu, prawda?
- Calme, impétueux (Spokojnie, porywczy)! - mężczyzna uśmiechnął się kpiąco. - Nazywam się Doré Angelo, jestem narzeczonym Rello i przyjechałem go stąd zabrać.
Kiedy wszyscy popatrzyli oceniająco na chłopaka, ten pomyślał, że jego niebo chyba się zawaliło.


*

Przeczytałeś? Skomentuj!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dawaj, dawaj! To nic nie kosztuje! ~Teraźniejsza :)

© Agata | WS
x x x x x x x.