Tekst


Zawieszone: [TAKTYKA] Rozdział czwarty
W trakcie: [Drabble]
1. Castiel x Dean (SPN)
2. Stark x Rogers (Marvel)
3. Lucifer x Decker (Lucifer)
4. Sam x Lucyfer (SPN)
5. Levi x Petra (SNK)
6. Eren x Historia (SNK)
7. Mikasa x Jean (SNK)
8. Levi x Erwin (SNK)
9. Armin x Annie (SNK)
10. Konohamaru x Hanabi (Boruto)
11. Boruto x Mitsuki (Boruto)

Popularne

czwartek, 26 lipca 2018

[KEMIKE W AKATSUKI](2014)

 Przeczytałeś? Skomentuj!

~

Wszystkich, którzy nie trawią parodii/dużej ilości emotikon/mojego stylu pisania, bądź nie wiedzą co to jest Naruto i nie chcą wiedzieć, proszę o opuszczenie strony. Nie chcę nieprzyjemności. 

UWAGA: Występują wulgaryzmy (pewnie kilka wyrazów), sceny przemocy. 

Zachowano pisownię oryginalną.


1.

w kropli krwi moja dusza skąpana
strużką wezbrały na dłoni
świat widziałam zalaną krwią czerwoną
ślepnę powoli krwawe bruzdy na twarzy
zasłaniają kształt świtu
na chwile staje się więźniem własnej słabości
nadzieja rozdarła fałszywy sen
łzy zostały kroplami krwi duszy
*

Drogi, kochany Liderku!   27.04, gdzieś tam w Konoha

Nie wiem, czy ty na łeb upadłeś... Jak tylko wrócę, to nakopię Ci do Twojej, głupiej, żeś mi coś takiego dał.  Mam złamaną jedną rękę, przedziurawioną klatkę piersiową, pół wiochy jest rozwalone, bo wymsknęły mi się demony...

Masz pozdrowienia od Tsunade, która już nie żyje. Planują zemstę, także proponuję nic nie robić. Ich sił nawet nie ma, bo ten... wybiłam całe Anbu. I MYLIŁEŚ SIĘ, bo 6-oogoniastego tu NIE MA.

Mam nadzieję zabić Cię w najbliższym czasie, więc nie idź na misję.

~ Twoja ukochana Morderczyni <3


Przywiązałam tą kartkę do nogi jakiegoś gołębia, czy tam wróbla, i wysłałam go w stronę siedziby.
- Co ten debil sobie myślał?! Może najpierw wartoby sprawdzić, czy jinchuuriki tam jest?! Czy tylko ja tu myślę?!
- Kem, nie denerwuj się!-Hidan położył mi rękę na ramieniu. Rękę, bo miał tylko jedną.
- No ale do jasnej cholery utopię go!-wrzasnęłam.
- Nic się przecież nie stało złego.-uśmiechnął się lekko.
- NIC, tak? Mam złamaną rękę, a ty jej nie masz! Kakuzu guzdra się w skupie ciał, a ogoniastego  nie było w wiosce!-walnęłam zdrową ręką w jakieś drzewo, które kulturalnie się przepołowiło.
- Niszczysz naturę.-mruknął zamaskowany, który wreszcie raczył przyjść.
- Co Cię tam zatrzymało, staruchu? Jesteś nekrofilem?-zaśmiał się Hidan, przez co dostał po mordzie.
- Zamknijcie się obaj, bo wysadzę wszystko dookoła.-warknęłam na nich, przez co momentalnie uciszyli się.
Popędziłam przed siebie, na jakąś polanę. Złożyłam jedną ręką pieczęcie i przywołałam wilka. Tylko dla siebie, rzecz jasna. Jak najszybciej muszę dostać się do Brzasku, żeby powiedzieć kilka miłych słów, w stronę rudzielca.
- Młoda czekaj!-wrzasnęli obaj, gdy zniknęłam wśród drzew.  Zemsta będzie słodka.
*
- I tak jak Ci mówiłam, Tobiaszku. Wejdziesz tam i pomożesz swojej ukochanej onee-chan!-wepchnęłam mu do rąk różową farbę.
- Tobi pomoże, Tobi to dobry chłopiec!-wykrzyknął i wbiegł do gabinetu Peina. Rudy gdzieś wybył, więc zorganizowałam małą zabawę. Nazywa się ona "malowanie pokoju na różowo ze względem na kolorystykę".
Weszłam do środka i mimowolnie zaczęłam się śmiać. Połowa ściany i kilka mebli miały kolor hebanowo-różowo-papierowy.  Dużo dokumentów było ufajdanych ubłoconymi butami Tobiego, no ale nie musiały leżeć na podłodze!
- Oby tak dalej, Tobi! Oby tak dalej...!



2.
- Jak to rozwaliłaś statuę?!-ryknął na mnie rudy.
- Po cholerę Wam była, skoro to ja jestem głównym jinchuurikim?!-syknęłam na niego i wbiłam mu palec w tors.- Nie kłóć się ze mną, wiewiórko.
- Jeszcze raz mnie tak nazwij...
- To co?-zaśmiałam się.
- To.-przytulił mnie z głupią miną.- Nie mów tak do mnie, dobrze?
Z satysfakcją wymalowaną na tej okolczykowanej twarzy wyszedł z pomieszczenia. Popatrzyłam się na niego, jak na idiotę, którym niezaprzeczalnie był. Nie wiedział nawet, że przykleiłam mu małego pajączka do płaszcza...
- Kopī-me: Katsu!-mruknęłam i z korytarza dopadł mnie wielki wybuch, a później wrzask.
Z chichotem uaktywniłam chakrę Shukaku, którą skumulowałam w stopach. Czym prędzej wybiegłam wyjściem bocznym na polanę i wpadłam na Hidana, tego zboczonego idiotę.
- Jak łazisz, gówniaro?!-ryknął na mnie, a ja zalepiłam mu usta gliną, którą wyciągnęłam z małej torby, przewieszonej przez moje ramię.
- Jeszcze raz mnie tak nazwiesz, a ona wybuchnie.-syknęłam, na co chłopak nieźle się wystraszył. Jego towarzysz, Kakuzu, trzepnął go w głowę. Białowłosy wypluł ta papkę i zaczął się krztusić.
- Skąd idziecie, Papa?-spytałam zamaskowanego.
- Nie mów tak do mnie.-jęknął- Z Iwa-gakure. Przynieśliśmy czteroogoniastego. Nawet nie wiesz, jaki był upierdliwy.
- Jak ten tu?-wskazałam palcem na tego imbecyla, który nie mógł wypluć masy.
- Mniej.-powiedział i wszedł do siedziby. Teraz zauważyłam, że ciągnął za sobą jakiegoś człowieka. Szkoda go, ale przynajmniej będzie na marionetkę dla Sasoriego.
- Kiedy go wyciągamy?-spytałam Hidana.
- Za chwilę. Lider chciał to zrobić jak najszybciej.-warknął na mnie i ruszył za Kakuzu. Poszłam za nim, z braku lepszych zajęć i tego, że muszę tam być.
- Ohayo Pein-san!-wrzasnęłam do rudego, który popatrzył się na mnie z wielką chęcią mordu.
- Stawaj tam.-pokazał mi palcem moje miejsce.
- A nie mogę sama wyciągnąć demona?-spytałam cicho?
- Nie!-wszyscy jak jeden mąż ryknęli na mnie. 
- Doshite?!-pisnęłam i tupnęłam nogą ze złości.
- Ostatnio rozwaliłaś pół siedziby, kiedy pieczętowałaś Nibiego!-syknął Sasori.
- To był tylko jeden raz...!
- ...I 4 dni roboty.-powiedział spokojnie Itachi.
- No dobra...-stanęłam w wyznaczonym miejscu i oddałam się w ręce bogów, którymi nie byli.
*



Hej, hej, hej!
Zdaje sobie sprawę, że pewnie nie wiecie, kim jestem. Może opowiem coś o sobie, a wy... To drugie sobie odrzucimy.
Mam na imię Kem i mam siedemnaście lat. Pochodzę z innego wymiaru, ale historię, jak się tu znalazłam, mogę wam ładnie streścić. A więc...

Wracałam sobie z treningu tenisa.
Gdy podchodziłam pod swój dom, usłyszałam szelest w krzakach. Powoli odwróciłam się i ujrzałam... lisa. Zdziwiłam się, bo przecież była zima. Podeszłam do niego i nagle ziemia zaczęła się zapadać.
Próbowałam wstać, bo oczywiście wywaliłam się. Szybko biegłam w stronę domu, ale ten zaczął się oddalać. Nie wiedziałam co się dzieje. Zaczęłam się rozglądać za jakąś deską ratunku. Po chwili czułam, że lecę i ogarnęła mnie ciemność...
Leciałam i leciałam. Wspominałam, że leciałam? Nagle poczułam, że moim zadkiem o coś uderzyłam. Było to biurko, które rozpołowiło się pod siłą moich zgrabnych pośladków. Znajdowałam się w jakimś pomieszczeniu zawalonym papierami. Odwróciłam się, aby zobaczyć jak duże są zniszczenia i zauważyłam jakiegoś chłopaka siedzącego na fotelu, patrzącego na mnie nieco zszokowanym wzrokiem. W ręce trzymał długopis. Popatrzyłam pod siebie zauważyłam, że siedzę na papierach.
Pośpiesznie wstałam i otrzepałam się z kurzu.  Chłopak nie mógł wyjść z zaskoczenia.
- Przepraszam, że tak rozwaliłam biurko, ale zazwyczaj nie wpadam w jakieś teleporty...

Możnaby długo opowiadać, ale jestem leniem.
co do mojego wyglądu... Mam długie, niebieskie włosy i tego samego koloru oczy. Moim Kekkei Genkai jest Kopī-me, wyglądający jak połączenie Sharingana i Rinnengana. Według mnie jego jedynym, porządnym zastosowaniem jest rozwalanie wszystkiego dookoła. Cóż... mogę nim tez kopiować techniki i inne przydatne umiejętności. 
Z tego co tu napisałam wynika, że jestem zajebista, ale nieee! Natura nie obdarzyła mnie porządnym ciałem. Nie potrafię walczyć, co strasznie utrudnia walki. Nawet Pein nie jest w stanie mi tego wrzucić do mózgu.
Dobrze, nie przerywam już czytania, chociaż niewiele tego zostało.
*


- Haloo?!-ktoś uporczywie machał mi ręką przed twarzą.
- Czego?-jęknęłam i chwyciłam się za głowę.
- Dobrze się czujesz?-spytał Zetsu, gdzieś z tyłu.
- Nie.-mruknęlam i zemdlałam. 
Kocham wyciągać i pieczętować demony, po prostu kocham!




3.

- Nie! Zostaw mnie!
- Dlaczego?
- Przestań! T-to boli...


- Kisame wyłącz ten film.-jęknęłam i wtuliłam twarz w jego ramię.
Aktualnie mieliśmy jakiś seans, więc cała nasza ekipa siedziała w salonie. Kanapa uginała się pod grubością niektórych osób (czyt. Hidan), a tak poza tym to było tu mało miejsca.
- Boisz się?-prychnął Sasori, gdzieś z podłogi.
- Tak, Saso-chan!-pisnęłam i okryłam się kocem.
- To nawet nie jest horror.-powiedział Pein gdzieś obok mojego ucha, na co przestraszona pisnęłam i spadłam na lalkarza.
- Co robisz, głupia?-warknął czerwonowłosy, zrzucając mnie z siebie.
- Lecę na Ciebie.-odpowiedziałam zgodnie z prawdą i wróciłam na swoje miejsce.
- Jesteś idiotką.-stwierdził.
- Powiedział Sasori.-prychnęłam, a przy okazji kopnęłam go w głowę.
- Zaraz Cię zabiję.-wstał zdenerwowany ze swojego miejsca.
- Siadaj, gówniarzu. Mam cztery demony i nie zawaham się ich użyć.-zabrałam od Hidana michę z popcornem.
- To moje.-powiedział bez emocji.
- Już nie.-pokazałam mu język, zaczęłam zajadać.-Tfu, ile soli!-mruknęłam z niesmakiem i wyplułam to coś na Hidana.
- Co Ci znowu odpierdala?!-krzyknął na mnie i otarł sobie twarz.
- Po prostu Cię nie lubię. Zrozum to, dzieciaku.
- Jesteś ode mnie młodsza!-powiedział lekko zrezygnowany.
- Wisi mi to.-słysząc jakiś krzyk, dochodzący z telewizora, wrzasnęłam i wybiegłam z salonu.
- Hej, czekaj!-usłyszałam jakiś głos za sobą i odwróciłam się.
- Nie oglądam tego. Jest za straszne, Otsu-chan!
- Dziwna jesteś. Tak poza tym, to Pein kazał przekacać Ci to.-podała mi jakieś papiery.
- Misja?-popatrzyłam się na krajobraz za oknem.- śnieg pada!
- Będziesz mogla ulepić jakieś bałwanki, czy coś.-uśmiechnęła się lekko i zniknęła za rogiem.
Czym prędzej pobiegłam do swojego pokoju. Po drodze wywaliłam się kilka razy, ale możemy to spokojnie pominąć. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, czyli bandaże, broń i prowiant. Do jakiejś bocznej kieszeni włożylam portfel, cały wypchany pieniędzmi.
- Kawaii-chan!-usłyszałam pisk i zostałam powalona na ziemię.
- Tobi-kun zejdź ze mnie, proszę!-jęknęłam z bólu i zrzuciłam go  siebie.
- Gdzie Kem-nee-chan idzie?-spytał piłko-do-koszykówki-chłopiec.
- Na misję.-powiedziałam cicho.
- Tobi to dobry chłopiec! Tobi idzie z nee-chan! Armio kucyków pony, łączmy się!




4. 

Drogi Liderku!
Od kilku godzin jestem w drodze do naszej siedziby. Aktualnie wracam z Hanem, tym jinchuurikim, na plecach. Złamałam sobie nadgarstek, ale chakra demonów powoli mi pomaga. Przyślij mi kogoś do pomocy, bo nie mam już siły.

                                                                                                      -Kem.



Itachi jest w drodze.
                                                                                                     Pein.


Kopnęłam jakiś kamień, leżący na drodze. Lepiej być nie mogło, przyjdzie do mnie Uchiha.
- Itachi?
Krzyknęłam, po czym ruszyłam w dalszą drogę. To bez sensu… Ochoczo umieściłam swój tyłek na jakimś głazie i położyłam obok tego mężczyznę. Po kilku minutach mojego wywijania nogami, zjawił się Itachi.
- Co tak długo?
Jak zwykle mi nie odpowiedział. Wziął ciało i przełożył je sobie przez bark. Zsunęłam się z kamienia, a po chwili razem wyruszyliśmy.
- Mogę chakry?
Chyba nie mam co czekać na odpowiedź. Przyłożyłam swój palec do jego ręki i zabrałam sobie trochę. Złożyłam pieczęcie potrzebne do przywołania, uderzając otwartą dłonią w podłoże. Przede mną pojawił się dość duży lis z dwoma ogonami. Bez zbędnych ceregieli usiadłam na nim, a Itachi położył jiinchuurikiego tuż za moimi plecami.
- Ruszaj do siedziby. Muszę coś jeszcze załatwić.-odezwał się do mnie chłopak, za chwilę znikając między roślinnością. Pstryknęłam liska w ucho, na co ten ruszył. Musiałam przytrzymać się mojego towarzysza, bo był tak gruby, że nawet się nie przesunął. Po kilku minutach dotarliśmy na miejsce. Z ulgą zsiadłam ze zwierzęcia i chwyciłam Hana za frak. Pociągnęłam go po ziemi, do samego gabinetu Lidera.
- O-ha-yo!~
Już na samym wejściu nie wytrzymałam i rzuciłam w tą debilkę książką. Konan oberwała w samą twarz, osuwając się po ziemi. Chwyciłam ją za płaszcz i zamaszystym ruchem wywaliłam za okno. Wnerwiona popatrzyłam na Peina, który trzymał ręce w geście pokoju.
- Kiedyś Ci zrobię tak samo. Ona ma TU NIE WCHODZIĆ, kapiszi?-syknęłam na niego.
- Zazdrosna jesteś?-zaśmiał się.
- Tak, jestem.-prychnęłam z sarkazmem- Nie chcę małych gówniarzy, latających po organizacji. Poza tym… za młody jesteś na dzieci.
- Mówisz tak, bo jesteś nieśmiertelna.-powiedział cicho i odwrócił wzrok.
- To nie ma nic do rzeczy.-westchnęłam.
- Możliwe… Dobra, zanieś to chuchro do Sali pieczętowania.
- Tak jest, panie komisarzu!-krzyknęłam ochoczo i wytargałam jiinchuurikiego z gabinetu. Wrzuciłam go na sam środek Sali, po czy wróciłam do pomieszczenia.
- Coś się ciekawego działo?-spytał jeszcze rudy i zaczął wypełniać papiery.
- Jak już Ci napisałam, to mam coś z nadgarstkiem, zgubiłam gdzieś kawałek mięśnia z lewej łydki, skończyły mi się kunaie i oderwałam ogon demonowi.
- Dużo tego… Przecież ty nie kulejesz.-zauważył i popatrzył się w moje oczy.-Nie okłamujesz mnie?
- Nie.-odchyliłam spodnie, pod którymi była wielka dziura z krwią i żyłami, a w środek były wbite kawałki metali.-Zastopowałam miejsca czuciowe.
- Że co? Z tego co wiem, czegoś takiego nie ma.-zmrużył oczy.
- Jaki ty jesteś tępy… Nie będę objaśniać Ci całęj biologii, bo zemdlejesz.-uśmiechnęłam się lekko.-Mogę już iść? Głodna jestem…
- Możesz.-stanęłam w drzwiach- Tylko uważaj, Deidara gotował i wysadził kuchnię.
Jak na zawołanie strzeliłam sobie facepalma i wybiegłam z gabinetu i pędem udałam się do kuchni. Na progu wyrżnęłam w jakąś dziurę.
- Deidara co to jest?!
Wydarłam się chyba na całą siedzibę. Po chwili ten durny artysta wbiegł do środka, przy okazji kalecząc sobie twarz.
- Naprawiaj to, wredny, ludzki pomiocie!
Wydarłam się na niego i mocno trzasnęłam w czaszkę. Co on sobie myślał?!
- Wybacz Kemi-san, un!
- Gdzie ja będę moje płatki przyrządzać?!
- To wina Hidana, un!
- Jak to Hidana?! Ty tutaj siedziałeś i gotowałeś, tak?! Rudy mi to powiedział. Teraz bardzo grzecznie weźmiesz swoją glinę, miotły, płytki i jakiś beton ze schowka. Naprawisz ta podłogę, a ja chętnie na to popatrzę.
Biedaczek wyszedł z „kuchni”, a ja z wesołą miną ustawiłam sobie krzesełko. W końcu będzie można odpocząć!

 

_____~~~~~_____~~~~~_____


Przeczytałeś? Skomentuj!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dawaj, dawaj! To nic nie kosztuje! ~Teraźniejsza :)

© Agata | WS
x x x x x x x.